Tak jest i w miastach, i poza nimi. To groźne dla zdrowia i życia pacjentów.
Dziś norm nie spełnia żadne z województw
Jak przypomina Zero.pl, w miastach powyżej 10 tys. mieszkańców karetka powinna dojechać do pacjenta w ciągu 8 minut. Poza nimi – w ciągu 15 minut. Maksymalny dopuszczalny czas to odpowiednio 15 i 20 minut.
Tyle że codzienność daleka jest od zapisanych norm, bo dziś nie są one spełniane w żadnym z województw. Dziesięć lat temu sytuacja była znacznie lepsza — wtedy w normie mieściło się 14 województw.
Najlepiej pod tym względem jest dziś w województwie warmińsko-mazurskie. Tam w miastach czas dojazdu do pacjenta wynosi średnio 8 min 53 s.
Najgorzej jest w województwie dolnośląskim, w którym średni czas dojazdu wynosi ok. 12 minut i 57 sekund. W limicie czasu – podaje Zero.pl – nie mieści się aż 44 proc. wezwań.
Jeszcze gorzej jest z wezwaniami do pacjentów spoza miast.
Za mało zespołów ratownictwa, brak wolnych karetek
Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze – wylicza serwis – jest za mało zespołów ratownictwa w stosunku do liczby zgłoszeń. Są miasta, gdzie jeden zespół wyjeżdża 10 razu w ciągu doby. Oznacza to ciągłe przeciążenie systemu.
Wpływ na opóźnienia – w ocenie ratowników i dyspozytorów – ma brak wolnych karetek. Na to nakładają się zakorkowane miasta, źle zaprojektowane osiedla, blokady parkingowe i niewłaściwe zachowanie kierowców wobec pojazdów uprzywilejowanych. System nie nadąża także za szybkim rozwojem przedmieść dużych miast.
Kolejnym powodem są nieuzasadnione wezwania karetek. W 2025 r. ponad połowa wyjazdów nie dotyczyła nagłego zagrożenia zdrowia. Pacjenci traktują pogotowie i SOR jako szybką pomoc medyczną. Bo nie mogą dostać się do lekarza, specjalisty czy na badania diagnostyczne.
Niewiele wyjazdów to realne ratowanie życia
Realne ratowanie życia – oceniają ratownicy – dotyczy dziś tylko niewielkiego odsetka interwencji.
– Mniej niż 10 proc. moich wyjazdów to realne ratowanie życia – mówi w rozmowie z Zero.pl Kacper Mazurkiewicz.
Reszta to skutki niewydolności systemu ochrony zdrowia, który „wypycha” pacjentów do karetek.





Komentarze